Most do Terabithii

Dzisiejsza recenzja została zamówiona przez zwyciężczynię drugiej edycji konkursu „Poszukiwacze Pytań” – Kasiulę. Serdecznie zapraszam Was na jej bloga. Link w ogłoszeniu powyżej.

Jesse – główny bohater „Mostu do Terbathii” nie ma łatwego życia – jest szkolnym popychadłem, a w domu ojciec sprawia mu prawdziwy terror. Pewnego dnia podczas szkolnych zawodów w bieganiu chłopaka prześciga charyzmatyczna blondynka o imieniu Leslie. Jesse z początku jest do niej negatywnie nastawiony, jednak z czasem pomiędzy nimi zaciskają się silne więzi przyjaźni. Aby uciec od problemów szarej rzeczywistości para przyjaciół tworzy w lesie krainę przeznaczoną tylko dla nich – tytułową Terabithię. Jest to baśniowe królestwo, w którym dzięki sile wyobraźni wszystko staje się możliwe. Terbathia szybko staje się ucieczką od codziennych udręk, jednak pamiętajmy, że prawdziwe problemy tak łatwo nie znikają, a tworzenie magicznego miejsca jest jedynie ucieczką od kłopotów.

„Most do Terbathii” często porównywano do „Opowieści z Narnii”. Moim zdaniem to jednak dwa zupełnie inne filmy. Różni je od siebie to przede wszystkim przekaz. „Opowieści” są jedynie lekką historyjką dla dzieci. „Most do Terbathii” to już trudna prawda o psychice dzieci. Film zaczyna się dość niewinnie niczym familijna opowieść dla całej rodziny. Kończy się jednak jak złożony dramat psychologiczny. Zdecydowanie właśnie to jest największa zaletą filmu. Ukazuje on prawdę, która człowiek musi sobie uświadomić.
Kolejną dużą zaletą tego filmu są aktorzy, którzy wcielili się w rolę Jesse i Leslie. Od pierwszego ujęcia, gdy Leslie pojawia się na ekranie, człowiek zaczyna darzyć ją przeogromną sympatią. To zasługa niezwykle utalentowanej AnnaSophii Robb, która zagrała swoją rolę niezwykle subtelnie i delikatnie. Wspomnę jeszcze o polskim dubbingu. Podobały mi się głosy głównych bohaterów, które podłożyli Franciszek Boberek (syn znanego w branży dubbingu Jarosława Boberka) i Joanna Kudelska (m.in. głos Hermiony Granger we wszystkich częściach Harry’ ego Pottera). Zwykle nie lubię oglądać filmów z polskim dubbingiem. Ten wypadł jednak bardzo dobrze.
„Most do Terbathii” urzekł mnie swoją prostotą i pięknem ukazanej historii. Wiele osób mówi o emocjach, które wywarł na nich ten film. Dla mnie to po prostu dobra opowieść. Film jakoś specjalnie mnie nie porwał, ale mimo wszystko gorąco Wam go polecam. Obiecuję Wam, że się nie zawiedziecie.

Zalety:
+ AnnaSophia Robb w roli Leslie
+ Poruszana problematyka
+ Świetne połączenie filmu familijnego z dramatem psychologicznym

Wady:
- Wypada dość blado przy niektórych dramatach i filmach fantasy

Ogólna ocena: 7,5/10

The Walking Dead: Sezon 1

Witajcie.
W dzisiejszej notce po raz pierwszy zdecydowałam się na recenzowanie serialu. Nie wiem jak wyszło. To recenzja napisana bardzo spontanicznie. Jeśli spojrzycie na najnowsze TOP 5, to zauważycie zdecydowaną dominację Mansona. Wystarczy spojrzeć na album tygodnia, by zrozumieć czym jest ona spowodowana. Nie mogłam wybrać innych piosenek. Chciałam nawet umieścić wszystkie piosenki z tej płyty na pierwszym miejscu, ale ostatecznie zdecydowałam się na taki podział. Zapraszam do czytania.
„The Walking Dead” to serial Franka Darabonta, reżysera filmów „Skazani na Shawshank” i „Zielona mila”, oraz Gale Anne Hurd, producentki „Terminatora”, „Obcego”, „Armagedonu” i „Niesamowitego Hulka”, oparty na bestsellerowym komiksie Roberta Kirkmana. Jest to trzymająca w napięciu dramatyczna opowieść o zmaganiu się z naturą ludzką oraz bezustannej walce o przetrwanie. Serial opowiada o zombie – tematyce, która nigdy mnie nie fascynowała. Oprócz tego raczej nie przepadałam za oglądaniem seriali. Do zapoznania się z „The Walking Dead” zachęciła mnie przyjaciółka i teraz szczerze jej za to dziękuję. Pierwszy sezon, który mam już za sobą został wykonany perfekcyjnie!
Rick Grimes (Andrew Lincoln) był policjantem, który został postrzelony w czasie służby i zapadł w kilkumiesięczną śpiączkę. Po przebudzeniu, odkrywa, że świat wokół niego został opanowany przez zombie, a on wydaje się być jedyną żywą osobą. Po powrocie do domu nie odnajduje żony ani syna. Jego celem jest odnaleźć rodzinę i przetrwać w niezwykle trudnych warunkach. Wkrótce okazuje się, że w tym zadaniu może pomóc mu grupka ocalałych ludzi.
Klimat „The Walking Dead” jest niezwykle subtelny. Twórcy nie serwują nam hektolitrów krwi i ataków zombie co minutę. Fabuła rozwija się powoli, buduje napięcie i zaskakuje. Bardzo spodobał mi się fakt, że żaden z bohaterów nie może czuć się bezpieczny. Oni sami są niezwykle wyraziści i z wieloma łatwo jest się utożsamić. Klimat budują również niesamowite zdjęcia i charakteryzacja „zimnych”. Doskonałe zdjęcia opustoszałego miasta, w którym na ulicy widać tylko trupy i wraki samochodów, robią piorunujące wrażenie. Zombie nie wyglądają jak armia klonów, bowiem każdy z nich przypomina osobę, która był za życia.
Pierwszy sezon serialu raczej nie ma słabych stron. Jedynie mogę narzekać na piąty odcinek, który nieco mnie nużył, oraz finał, który pozostawił mały niedosyt, na szczęście zachęcił do sięgnięcia po drugi sezon. Zapomniałam wspomnieć, że pierwszy sezon ma zaledwie 6 odcinków. Myślę, że twórcy stworzyli niezbyt dużą liczbę odcinków, ponieważ chcieli sprawdzić, czy serial odniesie sukces. Na szczęście „The Walking Dead” zostało wielkim hitem, a następne sezony mają już więcej epizodów niż pierwszy.
„The Walking Dead” to przede wszystkim historia o strachu, która odsłania przed widzem ludzką naturę w skrajnych przypadkach. Serial zdecydowanie wciąga z każdym odcinkiem. Doskonale ukazana walka o przetrwanie i niesamowicie budowane napięcie czyni z „The Walking Dead” produkcję doskonałą pod każdym względem.

Zalety:
+ Fabuła
+ Klimat
+ Bohaterowie
+ Budowanie napięcia
+ Zombie
+ Zdjęcia

Wady:
- Piąty odcinek nieco mnie nużył
- Finał pozostawił malutki niedosyt

Ogólna ocena: 9/10

Gnijąca panna młoda Tima Burtona

Witajcie. Powiem prosto z mostu bez owijania w bawełnę: Nie ma co się łudzić, że moje życie będzie lepsze. Nie będę żyć nadzieją, bo to nigdy nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Trzeba po prostu żyć dalej i robić to, co kocha się całym sercem, dlatego dzisiaj napisałam dla Was recenzję. Wasze pochwały, a nawet krytyka pomagają przetrwać mi te trudne chwile, dlatego możecie śmiało wytykać mi wszystkie błędy. Miłego czytania.

Tim Burton to od lat mistrz filmów szalonych, przepełnionych kontrastem i groteską. Do stworzenia „Gnijącej Panny Młodej” zainspirowała go dziewiętnastowieczna rosyjska legenda o mężczyźnie, który w dniu swego ślubu przypadkowo budzi zwłoki zamordowanej dziewczyny w stroju panny młodej. Burton stworzył film przesycony czarnym humorem i tragizmem. Mimo wszystko nie jest to całkowicie smutna opowieść. Znajdziemy tu również wiele śmiesznych i porywających scen.

Głównym bohaterem filmu jest niejaki Victor – wrażliwy i nieco roztrzepany syn dobrze sytuowanego handlarza rybami. Decyzją rodziców ma on wkrótce poślubić Victorię – córkę zubożałego, ale arystokratycznego rodu Everglotów. Początkowo chłopak jest sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, ponieważ poznaje swoją przyszła żonę zaledwie kilka dni przed samym ślubem. Na szczęście, młodzi przypadają sobie do gustu już podczas pierwszego spotkania. Victor jest jednak tak zdenerwowany, że nie jest w stanie wymówić słów przysięgi małżeńskiej jeszcze na próbie faktycznej ceremonii. Wściekły pastor nakazuje mu wyjść i poćwiczyć. W celu treningu udaje się do lasu, gdzie rolę dłoni Victorii, na której zabłyszczeć ma pierścionek, odgrywa stary korzeń. Gdy w końcu przysięga na stałe lokuje się w głowie Victora, a pierścień ląduje na obeschłej kończynie drzewa, ta okazuje się ręką zabitej przed latami panny młodej, która budzi się ze swojego spoczynku, wygrzebuje z podłoża i wymawia bolesne w skutkach „Tak”.

W filmie świat żywych ukazany jest jako ponure i smutne miejsce. Dopiero „w podziemiach” wszystko nabiera koloru. Dominuje tu śpiew, taniec i dobra zabawa. Umarli bohaterowie w przeciwieństwie do tych żywych są niezwykle charyzmatyczni i zabawni. Spędzają całe dnie na hucznej zabawie i wcale nie tęsknią za krainą żywych.

Nie mogło zabraknąć charakterystycznej dla Burtona obsady. Johnny Depp użyczył swojego głosu ciamajdowatemu Victorowii, a Helena Bonham-Carter wcieliła się w rolę tytułowej Gnijącej Panny Młodej. Wszyscy oni fenomenalnie spisali się w swoich rolach. Oczywiście całość okraszona jest wpadającymi w ucho kompozycjami Danny’ego Elfmana. Zastosowana animacja kukiełkowa jest niepowtarzalnie urocza i stylowa.

„Gnijąca panna młoda Tima Burtona” to oryginalna opowieść, niepozbawiona typowego, burtonowskiego humoru i przedstawiona w sposób iście wzorcowy. Mimo, że jest to animacja to raczej nie polecam jej dzieciom. Wiele z nich mogłoby nie zrozumieć prezentowanych tu żartów, lub po prostu wystraszyć się karykaturalnych postaci i świata. Nie bez powodu Tim Burton to mój ulubiony reżyser. „Gnijąca Panna Młoda” to chyba najlepsza animacja jaką w życiu widziałam. Nie wierzycie? Przekonajcie się sami.

Zalety:
+ Fabuła
+ Klimat
+ Muzyka
+ Postacie
+ Humor
+ Wykonanie
+ Cała reszta

Wady:
- Brak

Ogólna ocena: 10/10

Krótko i o niczym

Witam Was w ten okropny poniedziałek. Zapytacie pewnie dlaczego okropny? Przede wszystkim skończyły mi się ferie. Zdążyłam się już rozleniwić w domu, a teraz będę musiała lenić się w szkole. Straszne! W domu przynajmniej leniuchuję w wygodnych dla mnie godzinach, a w szkole są mi one narzucone. Jeszcze ta okropna pogoda. Mokro, okropnie mokro. Wszędzie tylko mokry śnieg, a gdzieniegdzie prezenty od kochanych piesków. Dobrze, że nie kotów. Może to się wydawać dziwne (zwłaszcza w internecie gdzie koty są na pierwszym miejscu), że ja wcale nie przepadam za kotkami. To wszystko przez alergię. Alergicy mają przerąbane cały rok, a najgorzej wiosną, która się zbliża. Mimo wszystko nie mogę się jej doczekać. Wtedy w jakiś magiczny sposób odżywam i nabieram malutkiego optymizmu. Lepsze to niż nic.

Wiecie, że Oscary już rozdane? TU sprawdzicie listę zwycięzców. Ode mnie wielkie gratulacje dla Adele za „Skyfall”, które zostało wybrane najlepszą piosenką filmową. To był raczej oscarowy pewniak, moim zdaniem zasłużony. Może kogoś z Was interesuje Nickelodeon Kids’ Choice Awards 2013? Mnie raczej średnio, ale lubię głosować w przeróżnych sondach, dlatego oddałam swoje głosy na moich faworytów TUTAJ. Pamiętajcie, że Wasze głosy decydują o tym kto zwycięży!

Chciałabym polecić Wam niesamowitego bloga Namuzowani.blog.onet.pl! Blog prowadzi moja dobra przyjaciółka Ania. Dzięki pomocy wielu utalentowanych recenzentów tworzy naprawdę wspaniałe notki. To jeden z najlepszych blogów muzycznych w polskiej blogosferze. Gorąco polecam.

Piosenka na dziś to najnowszy singiel Taylor Swift. Chwytający, przebojowy i nie może już od dawna wyjść mi z głowy. Tym, którzy jeszcze nie słyszeli zostało tylko jedno – posłuchać. Ci, którzy słyszeli niech sobie przypomną.

Sala Samobójców

Witam. W poprzedniej notce popełniłam malutki błąd zapowiadając recenzję z propozycji Zuziio. Wydawało mi się, że to ona zgłaszała „Salę Samobójców”. Przepraszam. Notka troszkę późno, ale mam ostatnio natłok obowiązków, szczególnie w szkole, gdzie narobiłam sobie dużo zaległości i muszę sobie teraz z nimi jakoś poradzić. Od 11 lutego zaczynają mi się ferie, więc możecie liczyć na więcej notek, tymczasem następny wpis dopiero za tydzień.

„Sala Samobójców” to jak na polskie kino dość odważna produkcja. Film jest wytchnieniem od schematycznych polskich komedii romantycznych, w których te same tematy poruszane są przez tych samych reżyserów, którzy zatrudniają tych samych aktorów. Nuuuudaa! „Sala Samobójców” jest zdecydowanie powiewem świeżości w polskim kinie.

O świeżości tego dzieła decyduje przede wszystkim odważne poruszanie problemów współczesnego świata. W filmie poznajemy Dominika – rozpieszczonego nastolatka, któremu z pozoru nie brakuje niczego. Jest bogaty, nosi drogie ciuchy. Ma nawet osobistego szofera. Mimo wszystko najbardziej doskwiera mu brak miłości i akceptacji. Zaniedbywany przez własnych rodziców, dla których najważniejsza jest kariera zaczyna szukać pomocy w sieci.

Niektórzy po obejrzeniu „Sali Samobójców” mogą uważać, że to właśnie internet jest największym wrogiem młodzieży. Dominik po ukazaniu swoich skłonności homoseksualnych z popularnego chłopaka staje się szkolnym pośmiewiskiem. Przyjaciele odwracają się od niego i właśnie wtedy poznaje Sylwię. Za jej sprawą jego świat obraca się o 180 stopni. Staje się ona powierniczką chłopaka. Chłopak zamyka się w sobie przesiadując całe dnie w internecie. Bezskutecznie szuka ratunku.

Reżyser podjął się trudnego zadania zilustrowania świata nastolatków. W tym temacie łatwo o przesadę i przekłamania. Na szczęście wszystko ratuje znakomita gra aktorska Jakuba Gierszała, który doskonale wcielił się w role Dominika. Jest bardzo wiarygodny w tym co robi. Agata Kulesza jako matka Dominika jak zwykle zagrała świetnie. Podobnie filmowy ojciec – Krzysztof Pieczyński. Myślę, że każdy bardzo mocno wczuł się w swoją rolę. Jedynie Roma Gąsiorowska jako Sylwia jest dla mnie nieco kiczowata i mało wiarygodna.

Film zarówno w warstwie merytorycznej jak i technicznej okazał się całkiem niezłą produkcją. Naprawdę zgrabne połączenie scen „realnych” i animowanych, ciekawe podejście do tematu, a przede wszystkim poruszone tabu polskiej młodzieży. Mimo tego, że od strony technicznej „Sala Samobójców” jest czymś nowym w naszym kinie, to właśnie te momenty są najbardziej nużące. Animacja nie jest zła, po prostu brakuje w tym wszystkim emocji, które obserwujemy, gdy na ekranie pojawiają się prawdziwi aktorzy. Muzyka jak najbardziej pasuje do filmu. „Turn Me On”, które promowało film jest świetne i na długo zapada w pamięć. (Tu przeczytacie moją recenzję piosenki)

Film zmusza nas do przemyśleń i refleksji. Martwię się jedynie o fanki Dominika, które potraktowały temat zbyt serio, a film stał się dla nich inspiracją jak żyć. Podsumowując „Sala Samobójców” to naprawdę dobry film. Nie każdy może zrozumieć jego przesłanie. Młodzież pewnie świetnie się w nim odnajdzie, a dla dorosłych „Sala Samobójców” może stać się przestroga jak NIE wychowywać swoich pociech.

Zalety:
+ Doskonała gra aktorska
+ Jakub Gierszał w roli Dominika
+ Poruszana problematyka
+ Zdjęcia
+ Klimat
+ Przesłanie
+ Muzyka

Wady:
- Za dużo animacji
- Film chwilami traci swój niepowtarzalny klimat
- Nieco przerysowani bohaterowie

Ogólna ocena: 7/10

O NOWYCH NOTKACH INFORMOWAĆ W DZIALE SPAM.