W skrócie o Alice: Madness Returns

Witajcie.
Zgodnie z obietnicą w dzisiejszej notce pokrótce opiszę Wam moją ulubioną grę – Alice: Madness Returns.

Czym jest Alice: Madness Returns?
Alice: Madness Returns jest grą komputerowa z gatunku przygodowych gier akcji wyprodukowaną przez studio Spicy Horse oraz wydaną przez firmę Electronic Arts (tak, skopiowałam to z wikipedii). Gra jest sequelem wydanej w 2000 roku gry American McGee’s Alice.

O co w tym wszystkim chodzi?
W grze wcielamy się w psychicznie chorą Alice Liddell, która obwiniając się za spowodowanie śmierci swojej rodziny ucieka do Krainy Czarów, która podobnie jak psychika 19-nasto letniej dziewczyny okazuje się być całkowicie zniszczona. Zadaniem Alice jest odkrycie prawdy o zabójstwie rodziny, a następnie dokonanie zemsty.

Co mogę robić jako Alice?
Jako, że gra jest połączeniem platformówki z grą akcji naszym głównym zadaniem jest eksplorowanie niezwykłych krain. W trakcie rozgrywki skaczemy po wielu platformach, uruchamiamy przeróżne mechanizmy, ale przede wszystkim pokonujemy przeciwników. Alice może posługiwać się kilkoma rodzajami broni. W grze mamy do dyspozycji m. in. zakrwawiony nóż kuchenny, ogromny topór oraz… pieprzniczkę służąca za karabin maszynowy. Oprócz tego Alice może używać swoich specjalnych umiejętności dostępnych jedynie w Krainie Czarów. Należą do nich m.in zmniejszanie i zwiększanie swoich rozmiarów. Moją ulubioną zdolnością jest tzw. Histeria. Kiedy Alice wchodzi w Histerię, krzyczy, wysyłając śmiertelne fale dźwiękowe. Kraina Czarów jest cała szara, a Alice sama nabiera nadludzką siłę i tymczasową niezwyciężoność. Skóra Alice jest w kolorze białym. Jej oczy są czerwone, wypływa z nich krew, podobnie jak z ust. Jej ręce i sukienka są poplamione krwią. Brzmi kusząco, prawda?

Czy to oznacza, że Alice jest horrorem?
Alice: Madness Returns jest grą o bardzo mrocznym i chwilami strasznym klimacie. Chore wizje świata potrafią naprawdę przerazić. Przykładowo jako jeden z dziwnych obrazów podam scenę w której Alicja płynie z królikiem w łódce, jednak chwile później naszemu puszystemu przyjacielowi eksploduje głowa z której tryska czarna maź. Woda zaczyna czernieć i pływają w niej niemowlęce kończyny.

Jak prezentuje się Alice?
Alice: Madness Returns jest wykonana niezwykle dokładnie. Graficznie gra prezentuje się bardzo dobrze – poziomy są zaprojektowane naprawdę przepięknie, a sama Alice wygląda jak żywa. Muzycznie sprawa wygląda równie dobrze. Muzykę do gry skomponowali i wykonali Jason Tai i Marshall Crutcher. Jedna piosenka została nagrana przez Chrisa Vrennę, który stworzył w całości muzykę do pierwszej części gry. Nie będę sobą jeśli nie wspomnę o tym, że pan Chris jest klawiszowcem w zespole Marilyn Manson. Podsumowując muzyka w grze jest bardzo klimatyczna i równie porąbana co cała gra.

Dla kogo przeznaczony jest ten produkt?
Alice: Madness Returns to gra dla ludzi kochających mroczne i chore klimaty będące połączeniem twórczości Tima Burtona z teledyskami Marilyna Mansona. Pamiętajcie jeszcze, że gra jest przeznaczona dla osób pełnoletnich.

A taką mam tapetę na komputerze:

Nieźle się rozpisałam, a miał być tylko skrót…

CYCKI

Chcieliście cycków to je dostaniecie! Zboczeńce Wy jedne!

Dla niezorientowanych w temacie: W poprzedniej notce ogłosiłam dwie nowe sondy. W pierwszej głosujecie na albumy i filmy, które ocenię, a w drugiej wybieracie to, co według Was ma najczęściej pojawiać się na True-Villain. Póki co wygrywają cycki! Do zobaczenia w następnej notce, która pojawi się w przyszłym tygodniu.

Krótko i o niczym

Witam Was w ten okropny poniedziałek. Zapytacie pewnie dlaczego okropny? Przede wszystkim skończyły mi się ferie. Zdążyłam się już rozleniwić w domu, a teraz będę musiała lenić się w szkole. Straszne! W domu przynajmniej leniuchuję w wygodnych dla mnie godzinach, a w szkole są mi one narzucone. Jeszcze ta okropna pogoda. Mokro, okropnie mokro. Wszędzie tylko mokry śnieg, a gdzieniegdzie prezenty od kochanych piesków. Dobrze, że nie kotów. Może to się wydawać dziwne (zwłaszcza w internecie gdzie koty są na pierwszym miejscu), że ja wcale nie przepadam za kotkami. To wszystko przez alergię. Alergicy mają przerąbane cały rok, a najgorzej wiosną, która się zbliża. Mimo wszystko nie mogę się jej doczekać. Wtedy w jakiś magiczny sposób odżywam i nabieram malutkiego optymizmu. Lepsze to niż nic.

Wiecie, że Oscary już rozdane? TU sprawdzicie listę zwycięzców. Ode mnie wielkie gratulacje dla Adele za „Skyfall”, które zostało wybrane najlepszą piosenką filmową. To był raczej oscarowy pewniak, moim zdaniem zasłużony. Może kogoś z Was interesuje Nickelodeon Kids’ Choice Awards 2013? Mnie raczej średnio, ale lubię głosować w przeróżnych sondach, dlatego oddałam swoje głosy na moich faworytów TUTAJ. Pamiętajcie, że Wasze głosy decydują o tym kto zwycięży!

Chciałabym polecić Wam niesamowitego bloga Namuzowani.blog.onet.pl! Blog prowadzi moja dobra przyjaciółka Ania. Dzięki pomocy wielu utalentowanych recenzentów tworzy naprawdę wspaniałe notki. To jeden z najlepszych blogów muzycznych w polskiej blogosferze. Gorąco polecam.

Piosenka na dziś to najnowszy singiel Taylor Swift. Chwytający, przebojowy i nie może już od dawna wyjść mi z głowy. Tym, którzy jeszcze nie słyszeli zostało tylko jedno – posłuchać. Ci, którzy słyszeli niech sobie przypomną.

Lana Del Rey – „Born To Die” i nie tylko.

Witam. Jeszcze kilka dni temu gdy patrzyłam na ilość komentarzy pod każdą notką, to zastanawiałam się tylko, czy mój blog czasem nie został opętany. Pod każdym wpisem zostawialiście dokładnie 13 komentarzy. Szczęśliwa liczba? ;)

Słyszeliście o „Harlem Shake”? To szalony taniec do muzyki autorstwa DJ-a Baauer’a. Zwariowane wygibasy szybko stały się kolejnym hitem internetu. Swoje filmiki z zabawnym tańcem wrzucają do sieci studenci, pracownicy przeróżnych firm, całe rodziny, a nawet żołnierze. Przepis na „Harlem Shake” jest prosty: początkowe sceny filmu wydają się być całkiem normalne, jednak po chwili ktoś zaczyna tańczyć do muzyki techno. Później następuje cięcie i zaczyna się szaleństwo. Jeśli „Gagnam Style” Was denerwowało to „Harlem Shake” Was wkurwi zdenerwuje bardziej. Osobiście filmiki te po dłuższym oglądaniu zaczynają mi się nudzić, jednak mam swój ulubiony „Harlem Shake”. Miłego oglądania.

RECENZJA

1. Born To Die
2. Off To The Races
3. Blue Jeans
4. Video Games
5. Diet Mountain Dew
6. National Anthem
7. Dark Paradise
8. Radio
9. Carmen
10. Million Dollar Man
11. Summertime Sadness
12. This Is What Makes Us Girls

Nie ma chyba wśród nas nikogo kto nie znałby Lany Del Rey. Zdecydowanie to właśnie do niej należał zeszły rok. To postać pełna skrajności. Lana ma zarówno tyle samo przeciwników, co zagorzałych fanów. Mimo, że kilka razy zdarzyły jej się większe lub mniejsze potknięcia, to nadal czaruje swoim niesamowitym głosem i charyzmą. W mojej recenzji skupię się głównie na muzyce którą tworzy, a kontrowersje zostawię serwisom plotkarskim.

„Born To Die” to mieszanka popu, soulu, indie rocku, a nawet hip-hopu. To bardzo klimatyczny i nastrojowy album, niestety moim zdaniem nierówny i mimo kilku perełek znajdziemy na nim też sporo niewypałów. Charakterystyczną cechą muzyki Lany jest niewątpliwie głęboki i hipnotyzujący wokal okraszony przepięknymi aranżacjami. Artystka całkowicie odcina się od panujących dzisiaj trendów muzycznych, tworząc poniekąd swoje własne brzmienie i styl, pokazując zarazem, że robi przede wszystkim to co lubi, a nie to co w tej chwili modne.

Płytę rozpoczyna obłędne „Born To Die”. Moim zdaniem to najlepszy utwór na całym krążku. Jest piękny, zjawiskowy i niesamowity. Niewątpliwie Artystka od pierwszych brzmień czaruje swoim głosem. „Off to the Races” jest równie wspaniałe co jej poprzednik, jednak zdecydowanie się od niego różni. To zupełnie inna melodia utrzymana w bardziej dyskotekowych rytmach. Wokal Lany pozytywnie mnie tu intryguje, a piosenki słucha mi się bardzo przyjemnie. „Blue Jeans” to powrót do lat 60′, bowiem piosenka idealnie pasuje do filmów w stylu retro. Piękny wokal, cudowna melodia. Czego chcieć więcej? Niestety po dobrym „Blue Jeans” czas na przeciętne „Video Games”. Mimo, że utwór utrzymany jest w podobnej stylistyce co większość piosenek na płycie, to jednak do mnie nie przemawia. Nudzi mnie podobnie jak „Diet Mountain Dew”, które jest dla mnie tylko zapychaczem. Na szczęście po dwóch średnich kompozycjach przychodzi „National Anthem”. Piosenka wyróżnia się już od pierwszych dźwięków, wprawia mnie w pozytywny nastrój i nie mam ochoty przestać jej słuchać. Ideał. „Dark Paradise” i „Radio” to przyjemne utwory, jednak nie zapadły mi na długo w pamięci. „Carmen” to dla mnie piosenka zagadka. Ciekawie się rozpoczyna, jednak im dłużej trwa tym bardziej zaczyna mnie nudzić. Warto posłuchać dla niesamowitego klimatu. „Million Dollar Man” jest przepiękne. Specyficzny wokal artystki łączy się tu z subtelną muzyką na najwyższym poziomie. „Summertime Sadness” nie muszę przedstawiać chyba nikomu. To największy hit Lany. Jest niezwykle przebojowy i chwytliwy. Zakochałam się w nim już od pierwszego odsłuchania. Album zamyka przeciętne „This is what makes US girls”.

Teksty Lany opowiadają głównie o miłości. Brzmi banalnie, jednak w połączeniu ze wspaniałym głosem Lany stają się niezwykłe. Nie będę przytaczać tu konkretnych cytatów, gdyż jeśli chodzi o teksty, to wszystkie trzymają raczej ten sam poziom. Nie ma na co narzekać, zwłaszcza, że we współczesnej muzyce pop ciężko znaleźć ambitne warstwy tekstowe.

„Born To Die” to bez wątpienia pozycja godna uwagi. To dobrze wyprodukowana płyta z klimatem nie do zastąpienia. Wiele piosenek podbiło moje serce już od razu. Magiczna muzyka wprawiająca w dobry, refleksyjny nastrój. Przenosi w inna, lepszą rzeczywistość. Szkoda się rozpisywać – lepiej posłuchać. Niestety wiele piosenek nadzwyczajnej w świecie mnie zawiodło. Liczę na to, że następne produkcje Lany Del Rey tylko mnie zachwycą, bowiem szkoda byłoby zmarnować taki potencjał. Trzymam kciuki.

Najlepsze: Born To Die, Off to the Races, National Anthem, Summertime Sadness, Radio
Najgorsze: Video Games, Diet Mountain Dew

Moja ocena: 7,5/10

LIEBSTER AWARD
Zostałam nominowana przez Melancolie Demon.

Moim zdaniem jest odpowiedzieć na zadane pytania. Nie nominuję nikogo, gdyż robiłam to już wcześniej.

1. Co byś zrobił/a, jeżeli okazałoby się, że przespałeś/łaś dziesięć lat?
Na pewno byłabym ciekawa co wydarzyło się przez ten czas gdy spałam. Obserwowałabym zmiany i próbowałabym do nich przywyknąć. Myślę, że początkowo ciężko byłoby odnaleźć mi się w przyszłości, jednak po jakimś czasie wszystko wróciłoby do normy. Odnalazłabym ludzi na których wcześniej mi zależało. Myślę, że byłoby mi trochę szkoda 10 lat życia.
2. Czy jesteś tolerancyjny/a? Uzasadnij.
Jestem zdecydowanie tolerancyjna. Nawet lubię „ludzi odstających od normy”, gdyż sama nieco „odstaję” od reszty w niektórych sprawach. Uważam, że wszyscy ludzie są równi niezależnie od płci, wyznania i orientacji seksualnej. Chciałabym by inni ludzie myśleli podobnie jak ja.
3. Co Cię zachęciło do realizacji swojej pasji?
Mam wiele pasji, a największe z nich to czytanie książek, słuchanie muzyki, blogowanie, pisanie opowiadań i rysowanie. Moją pasją są także zwierzęta. Przede wszystkim kocham to co robię i raczej nie potrzebuje specjalnej zachęty by to robić. Blogując lub tworząc nowe opowiadanie czy rysunek wyrażam samą siebie. Przelewam swoje myśli na papier (także ten wirtualny).
4. Czy uważasz, że rośliny także „czują” i wymagają szczególnej opieki, takiej jak zwierzęta?
Nie odczuwam jakiegoś związku z roślinami. Myślę, że rośliny jako organizmy niemające mózgu nie mają uczuć. Jeśli chodzi o opiekę to oczywiście jej potrzebują, ale to też zależy od gatunku danej rośliny.
5. Wolałbyś/abyś oddać pieniądze fundacji na rzecz dzieci chorych na nowotwór czy schroniska?
Ciężki wybór. Najlepiej byłoby rozdzielić te pieniądze po połowie. Wszystkie istoty żywe są dla mnie równie ważne, dlatego nie wiem co wybrałabym.
6. Wstydzisz się swojego wieku? Uzasadnij.
Mam 17 lat i uważam, że jest to wspaniały wiek. Ludzie w tym wieku mogą robić praktycznie to na co im się podoba. Mają czas by rozwijać swoje pasje, zainteresowania. Mogą się bawić, spotykać z przyjaciółmi. Tak naprawdę nie mają jeszcze wielu obowiązków. Dla mnie wiek to tylko liczba, a liczba nie może decydować o naszym charakterze, poglądach czy zachowaniu.
7. Co sądzisz o mobbingu?
Jestem zdecydowanie przeciwna! To wykorzystywanie ludzi, znęcanie się, a tego nie lubię.
8. Jaki jest cel Twojego istnienia? Dlaczego żyjesz?
Żyję ponieważ moi rodzice postanowili mieć dziecko. Żyję bo muszę, ale czasem chciałam zrezygnować z życia, jednak bezskutecznie. Właśnie te sytuacje sprawiły, że zaczęłam bardziej szanować dar jakim jest życie. Jestem ateistką, więc oczywiście nie wierzę w zbawienia i tego typu bzdety. Żyję by odnaleźć spokój, szczęście i harmonie. Żyję, by moje życie było udane.
9. Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem: „Nic nie zdarza się przez przypadek”?
Różnie z tym bywa. Nie mam zdania.
10. Mianem „dziwnych” oraz „innych” nazywasz…?
Każdy z nas jest inny, a mimo to jesteśmy tacy sami. Wiem, pokręcone. Ludzie różnią się od siebie wieloma rzeczami zaczynając od wyglądu, a na charakterze kończąc. Myślę jednak, że w wielu sprawach działamy zgodnie z instynktem, schematycznie i podobnie jak inni ludzie. Lubię rzeczy wydające się dziwne. Często to co dla reszty świata jest „inne” dla mnie jest normalne. Książka „Weronika postanawia umrzeć” trochę mi to wszystko uświadomiła ;)
Pozdrawiam i serdecznie zapraszam na bloga NAMUZOWANI.BLOG.ONET.PL, gdzie wkrótce pojawi się nowa notka.