Lana Del Rey – „Born To Die” i nie tylko.

Witam. Jeszcze kilka dni temu gdy patrzyłam na ilość komentarzy pod każdą notką, to zastanawiałam się tylko, czy mój blog czasem nie został opętany. Pod każdym wpisem zostawialiście dokładnie 13 komentarzy. Szczęśliwa liczba? ;)

Słyszeliście o „Harlem Shake”? To szalony taniec do muzyki autorstwa DJ-a Baauer’a. Zwariowane wygibasy szybko stały się kolejnym hitem internetu. Swoje filmiki z zabawnym tańcem wrzucają do sieci studenci, pracownicy przeróżnych firm, całe rodziny, a nawet żołnierze. Przepis na „Harlem Shake” jest prosty: początkowe sceny filmu wydają się być całkiem normalne, jednak po chwili ktoś zaczyna tańczyć do muzyki techno. Później następuje cięcie i zaczyna się szaleństwo. Jeśli „Gagnam Style” Was denerwowało to „Harlem Shake” Was wkurwi zdenerwuje bardziej. Osobiście filmiki te po dłuższym oglądaniu zaczynają mi się nudzić, jednak mam swój ulubiony „Harlem Shake”. Miłego oglądania.

RECENZJA

1. Born To Die
2. Off To The Races
3. Blue Jeans
4. Video Games
5. Diet Mountain Dew
6. National Anthem
7. Dark Paradise
8. Radio
9. Carmen
10. Million Dollar Man
11. Summertime Sadness
12. This Is What Makes Us Girls

Nie ma chyba wśród nas nikogo kto nie znałby Lany Del Rey. Zdecydowanie to właśnie do niej należał zeszły rok. To postać pełna skrajności. Lana ma zarówno tyle samo przeciwników, co zagorzałych fanów. Mimo, że kilka razy zdarzyły jej się większe lub mniejsze potknięcia, to nadal czaruje swoim niesamowitym głosem i charyzmą. W mojej recenzji skupię się głównie na muzyce którą tworzy, a kontrowersje zostawię serwisom plotkarskim.

„Born To Die” to mieszanka popu, soulu, indie rocku, a nawet hip-hopu. To bardzo klimatyczny i nastrojowy album, niestety moim zdaniem nierówny i mimo kilku perełek znajdziemy na nim też sporo niewypałów. Charakterystyczną cechą muzyki Lany jest niewątpliwie głęboki i hipnotyzujący wokal okraszony przepięknymi aranżacjami. Artystka całkowicie odcina się od panujących dzisiaj trendów muzycznych, tworząc poniekąd swoje własne brzmienie i styl, pokazując zarazem, że robi przede wszystkim to co lubi, a nie to co w tej chwili modne.

Płytę rozpoczyna obłędne „Born To Die”. Moim zdaniem to najlepszy utwór na całym krążku. Jest piękny, zjawiskowy i niesamowity. Niewątpliwie Artystka od pierwszych brzmień czaruje swoim głosem. „Off to the Races” jest równie wspaniałe co jej poprzednik, jednak zdecydowanie się od niego różni. To zupełnie inna melodia utrzymana w bardziej dyskotekowych rytmach. Wokal Lany pozytywnie mnie tu intryguje, a piosenki słucha mi się bardzo przyjemnie. „Blue Jeans” to powrót do lat 60′, bowiem piosenka idealnie pasuje do filmów w stylu retro. Piękny wokal, cudowna melodia. Czego chcieć więcej? Niestety po dobrym „Blue Jeans” czas na przeciętne „Video Games”. Mimo, że utwór utrzymany jest w podobnej stylistyce co większość piosenek na płycie, to jednak do mnie nie przemawia. Nudzi mnie podobnie jak „Diet Mountain Dew”, które jest dla mnie tylko zapychaczem. Na szczęście po dwóch średnich kompozycjach przychodzi „National Anthem”. Piosenka wyróżnia się już od pierwszych dźwięków, wprawia mnie w pozytywny nastrój i nie mam ochoty przestać jej słuchać. Ideał. „Dark Paradise” i „Radio” to przyjemne utwory, jednak nie zapadły mi na długo w pamięci. „Carmen” to dla mnie piosenka zagadka. Ciekawie się rozpoczyna, jednak im dłużej trwa tym bardziej zaczyna mnie nudzić. Warto posłuchać dla niesamowitego klimatu. „Million Dollar Man” jest przepiękne. Specyficzny wokal artystki łączy się tu z subtelną muzyką na najwyższym poziomie. „Summertime Sadness” nie muszę przedstawiać chyba nikomu. To największy hit Lany. Jest niezwykle przebojowy i chwytliwy. Zakochałam się w nim już od pierwszego odsłuchania. Album zamyka przeciętne „This is what makes US girls”.

Teksty Lany opowiadają głównie o miłości. Brzmi banalnie, jednak w połączeniu ze wspaniałym głosem Lany stają się niezwykłe. Nie będę przytaczać tu konkretnych cytatów, gdyż jeśli chodzi o teksty, to wszystkie trzymają raczej ten sam poziom. Nie ma na co narzekać, zwłaszcza, że we współczesnej muzyce pop ciężko znaleźć ambitne warstwy tekstowe.

„Born To Die” to bez wątpienia pozycja godna uwagi. To dobrze wyprodukowana płyta z klimatem nie do zastąpienia. Wiele piosenek podbiło moje serce już od razu. Magiczna muzyka wprawiająca w dobry, refleksyjny nastrój. Przenosi w inna, lepszą rzeczywistość. Szkoda się rozpisywać – lepiej posłuchać. Niestety wiele piosenek nadzwyczajnej w świecie mnie zawiodło. Liczę na to, że następne produkcje Lany Del Rey tylko mnie zachwycą, bowiem szkoda byłoby zmarnować taki potencjał. Trzymam kciuki.

Najlepsze: Born To Die, Off to the Races, National Anthem, Summertime Sadness, Radio
Najgorsze: Video Games, Diet Mountain Dew

Moja ocena: 7,5/10

LIEBSTER AWARD
Zostałam nominowana przez Melancolie Demon.

Moim zdaniem jest odpowiedzieć na zadane pytania. Nie nominuję nikogo, gdyż robiłam to już wcześniej.

1. Co byś zrobił/a, jeżeli okazałoby się, że przespałeś/łaś dziesięć lat?
Na pewno byłabym ciekawa co wydarzyło się przez ten czas gdy spałam. Obserwowałabym zmiany i próbowałabym do nich przywyknąć. Myślę, że początkowo ciężko byłoby odnaleźć mi się w przyszłości, jednak po jakimś czasie wszystko wróciłoby do normy. Odnalazłabym ludzi na których wcześniej mi zależało. Myślę, że byłoby mi trochę szkoda 10 lat życia.
2. Czy jesteś tolerancyjny/a? Uzasadnij.
Jestem zdecydowanie tolerancyjna. Nawet lubię „ludzi odstających od normy”, gdyż sama nieco „odstaję” od reszty w niektórych sprawach. Uważam, że wszyscy ludzie są równi niezależnie od płci, wyznania i orientacji seksualnej. Chciałabym by inni ludzie myśleli podobnie jak ja.
3. Co Cię zachęciło do realizacji swojej pasji?
Mam wiele pasji, a największe z nich to czytanie książek, słuchanie muzyki, blogowanie, pisanie opowiadań i rysowanie. Moją pasją są także zwierzęta. Przede wszystkim kocham to co robię i raczej nie potrzebuje specjalnej zachęty by to robić. Blogując lub tworząc nowe opowiadanie czy rysunek wyrażam samą siebie. Przelewam swoje myśli na papier (także ten wirtualny).
4. Czy uważasz, że rośliny także „czują” i wymagają szczególnej opieki, takiej jak zwierzęta?
Nie odczuwam jakiegoś związku z roślinami. Myślę, że rośliny jako organizmy niemające mózgu nie mają uczuć. Jeśli chodzi o opiekę to oczywiście jej potrzebują, ale to też zależy od gatunku danej rośliny.
5. Wolałbyś/abyś oddać pieniądze fundacji na rzecz dzieci chorych na nowotwór czy schroniska?
Ciężki wybór. Najlepiej byłoby rozdzielić te pieniądze po połowie. Wszystkie istoty żywe są dla mnie równie ważne, dlatego nie wiem co wybrałabym.
6. Wstydzisz się swojego wieku? Uzasadnij.
Mam 17 lat i uważam, że jest to wspaniały wiek. Ludzie w tym wieku mogą robić praktycznie to na co im się podoba. Mają czas by rozwijać swoje pasje, zainteresowania. Mogą się bawić, spotykać z przyjaciółmi. Tak naprawdę nie mają jeszcze wielu obowiązków. Dla mnie wiek to tylko liczba, a liczba nie może decydować o naszym charakterze, poglądach czy zachowaniu.
7. Co sądzisz o mobbingu?
Jestem zdecydowanie przeciwna! To wykorzystywanie ludzi, znęcanie się, a tego nie lubię.
8. Jaki jest cel Twojego istnienia? Dlaczego żyjesz?
Żyję ponieważ moi rodzice postanowili mieć dziecko. Żyję bo muszę, ale czasem chciałam zrezygnować z życia, jednak bezskutecznie. Właśnie te sytuacje sprawiły, że zaczęłam bardziej szanować dar jakim jest życie. Jestem ateistką, więc oczywiście nie wierzę w zbawienia i tego typu bzdety. Żyję by odnaleźć spokój, szczęście i harmonie. Żyję, by moje życie było udane.
9. Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem: „Nic nie zdarza się przez przypadek”?
Różnie z tym bywa. Nie mam zdania.
10. Mianem „dziwnych” oraz „innych” nazywasz…?
Każdy z nas jest inny, a mimo to jesteśmy tacy sami. Wiem, pokręcone. Ludzie różnią się od siebie wieloma rzeczami zaczynając od wyglądu, a na charakterze kończąc. Myślę jednak, że w wielu sprawach działamy zgodnie z instynktem, schematycznie i podobnie jak inni ludzie. Lubię rzeczy wydające się dziwne. Często to co dla reszty świata jest „inne” dla mnie jest normalne. Książka „Weronika postanawia umrzeć” trochę mi to wszystko uświadomiła ;)
Pozdrawiam i serdecznie zapraszam na bloga NAMUZOWANI.BLOG.ONET.PL, gdzie wkrótce pojawi się nowa notka.

Król i królowa 2012 roku

Koniec roku to czas podsumowań. Szczególnie na blogach, gdzie tworzone są różnego rodzaju rankingi, plebiscyty etc. U mnie tego nie będzie. Nie mam głowy do takich spraw i szczerze wolałabym zająć się czymś bardziej twórczym niż pisaniem o tym co wszyscy.

Dzisiaj jedynie króciutka notka, w której symbolicznie nagrodzę króla i królową 2012 roku za podbicie mojego serca niesamowitą muzyką. Dziś nie wyobrażam sobie dnia bez tych dwojga. Przed państwem królowa i król 2012. Lana Del Rey i Marilyn Manson.

 

 

 

 

 

 

 

Pewnie ciężko będzie Wam w to uwierzyć, ale swego czasu krążyły nawet plotki o romansie tych dwojga. Niestety, jak to zwykle bywa były to pewnie tylko plotki. Szkoda, bo moim zdaniem stanowiliby razem niesamowicie ciekawą parę. Mogliby nawet razem coś nagrać, wyszłoby na pewno coś nieziemskiego.

A na koniec posłuchajcie „Titanium” w wykonaniu naszej królowej, ale królowej Dody.

Zdziwieni? Bo ja bardzo. Czekam na więcej takiej Dody.