Biała Śpiączka

Witajcie.
Na początku tej notki chciałabym podziękować wszystkim za życzenia urodzinowe, również te spóźnione. W dzisiejszym krótkim wpisie chciałam podzielić się z Wami jedynie świetną piosenką, która od wczoraj cały czas chodzi mi po głowie. Mowa o „Coma White” Marilyna Mansona. Wczoraj miałam chwile słabości, ale gdy wróciłam ze szkoły to włączyłam tę piosenkę i najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać. Ryczałam, a w tle słyszałam tylko muzykę i nic więcej się dla mnie w tej chwili nie liczyło. Trwało to jakoś do wieczora, ale gdy skończyłam, to byłam odmieniona. Smutki odeszły i kolejny raz przekonałam się o magicznej sile muzyki. Tym, co tak urzekło mnie w tym utworze, jest przede wszystkim inteligentny i życiowy tekst zaśpiewany w niezwykle wzruszający sposób i niesamowita muzyka, która w połączeniu ze zjawiskowym teledyskiem tworzy kompletną całość. Piosenka została uznana przez krytyków jako najlepszy utwór Mansona. Ja potrzebowałam wielu miesięcy, by przekonać się do tej piosenki, ale teraz wiem, że „Coma White” będzie jeszcze długo towarzyszyła mi w trudnej wędrówce przez życie. Gdy skończyłam już słuchanie, obejrzałam film „Forrest Gump”, który wzruszył mnie równie mocno jak wspominany wcześniej kawałek.
To był płaczliwy dzień, ale teraz cała złość ze mnie uszła. Nadal jest mi smutno i chwilami mam ochotę się zabić, jednak nie ma już we mnie tej wszechobecnej nienawiści i frustracji. Wyciszyłam się.

Nie ma sensu wklejać całego tekstu piosenki, ale znajdziecie go TUTAJ.

Wersja oryginalna:

Wersja akustyczna, która moim zdaniem jest jeszcze bardziej emocjonalna od oryginału:

Dlaczego ja?

Witajcie. Wydawało mi się, że w moim życiu pojawił się głupi incydent, o którym chociaż postaram się zapomnieć. Wiedziałam, że to trudne, ale żyłam nadzieją, że mi się to uda. Niestety myliłam się. Kolejny raz życie wymierzyło mi cios prosto w serce. Straciłam wszystko na czym mi zależało, co kochałam. Ból jaki czuję jest nie do opisania. Nie śpię, nie jem, nie mam nadziei. Myślę, że straciłam ją bezpowrotnie. Czuję się jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody i powiedział „Marzenia nie są dla takich ludzi jak ty. Skończ już nimi żyć. Dorośnij!” Ale ja nie chcę dorastać. Wolę być w środku małą dziewczynką, zamkniętą na cały świat. Nic już nigdy nie będzie takie samo. Nie potrafię ująć w słowa tego co czuję. Moje życie miało sens, a teraz został tylko ten okropny ból…

Wiem, że niektórych rzeczy nie da się już cofnąć, część z nich jest po prostu naturalną koleją rzeczy, ale ja nie mogę tak żyć! Po prostu nie potrafię, dlatego czuję, że moja dalsza egzystencja jest bezcelowa. Pewnie niektórzy z Was zastanawiają się teraz, co taka młoda osoba jak ja może wiedzieć o życiu. Niestety, dowiedziałam się już za dużo. Myślę, że wiele rzeczy poznałam w moim życiu za wcześnie. Miłość, nałogi, depresja, śmierć, samotność…

Sądzę, że w tym miejscu mogłabym zakończyć mój wywód. Nie sądzę by kogoś oprócz mnie to interesowało, jednak piszę, bo to mi pomaga. Nie mam komu się wygadać, przepraszam, że to Was tym zadręczam. Do zobaczenia, kiedyś.

Oh tak Marilyn, płaczmy razem, tak jest lepiej…