Jestem szczęśliwa?

Czy mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwą osobą tylko dlatego, że jestem szalenie zakochana? Wydaję mi się, że tak. Co z tego, że inne aspekty mojego życia nie są idealne. Ważne, że mam osobę, przy której czuję, że mogę wszystko. I właśnie tak jest! Nie ograniczam się. Jestem sobą. Jestem szczęśliwa. Bardzo długo na to czekałam, ale czy aby na pewno zasłużyłam sobie na to? Wszystko inne może się walić, ale póki ona jest ze mną to jakoś to zniosę.

Napisałabym jakąś recenzję, ale szczerze to bardzo mi się nie chcę. Coraz mniej siedzę na komputerze, ale według mnie to bardzo dobrze. Może na wakacje wrócę do Was na dłużej, także na Namuzo. Póki co daję Wam tylko znak życia i zastanawiam się jak długo może potrwać moje szczęście. Jestem dziwna, martwię się tym, że jest dobrze. Ja po prostu nie przywykłam do takiego stanu rzeczy.

Do zobaczenia.

Cuda, dziwy i jeszcze więcej dziwów

Witajcie.
Notka, która właśnie czytacie nie ma sensu. Piszę ją z przymusu byście nie pomyśleli, że mam w dupie blogowanie (a właściwie trochę mam, jak wszystko na tym świecie). No dobrze, zobaczymy co z tego wyjdzie.

O muszce, która zniszczyła mi życie.
Niedziela, 6 rano, cisza, spokój, wszyscy smacznie chrapią, ale nie ja, wkurwiona bzyczeniem muchy. To nie było zwykłe bzykanko! Ojj, uwierzcie mi, że nie! Ta mała bzykata dziwka siadała mi na twarzy za każdym razem gdy prawie zasypiałam i głośno bzyczała. Miała szczęście, że byłam nieprzytomna, bo inaczej urządziłabym z jej dupy jesień średniowiecza. Męczyłam się z nią do ósmej rano, w końcu jej odpuściłam. Pewnie pomyślicie, że rozgniotłam ją kapciem gdy tylko wstałam. Nic bardziej mylnego. Ta muszka zasługuje na coś gorszego. Najpierw odnajdę jej rodzinę i będę powoli zabijać każdego członka jej bzykowatej familii, a na sam koniec dorwę ją i wyrwę jej te głupie skrzydełka. Niech wie, że ze mną się nie zadziera! Szczególnie gdy chcę spać. Możecie dzwonić po organizację obrony zwierząt! Mam to gdzieś.

Mogłabym coś jeszcze napisać, prawda? Zaczęła się szkoła, nie wysypiam się jeszcze bardziej niż zwykle. Głównie mam same chemie i biologie i już czuję ten olbrzymi natłok nauki. Po szkole najczęściej gram w moją ukochaną gierkę Alice: Madness Returns, to mnie odpręża. W następnej notce pokrótce Wam ją opiszę. Jestem zakochana jak nigdy wcześniej, mimo, że w moim związku różnie się układa. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie mucha, która zniszczyła mi życie.

ZEMSZCZĘ SIĘ!

Zespół, który zmienił moje życie.

Witajcie.
Kilka tygodni temu znalazłam na YouTube kilka filmików zatytułowanych „Zespół, który zmienił moje życie”. Bardzo spodobała mi się ta akcja dlatego postanowiłam przenieść ją na blogowy grunt. Dzisiaj opowiem Wam o ludziach, którzy odmienili moje życie. Mowa oczywiście o zespole Nightwish. Miłego czytania.

1. Historia poznania zespołu
Nightwisha poznałam właściwie przez przypadek w 2005 roku. Miałam wtedy 8 lat i jak większość dzieci w moim wieku dostałam na komunię komputer (teraz pewnie dostaje się dom i sportowe auto, ale nie o tym dzisiaj piszę). Kuzynka starsza o kilka lat postanowiła zgrać mi piosenki kilku słuchanych przez nią zespołów. Znalazły się tam takie grupy jak Rammstein, Evanescence i Nightwish właśnie. W zespole zakochałam się od pierwszego przesłuchania. Rockowe klimaty do których miłość wyssałam chyba z mlekiem matki w połączeniu z operowym wokalem ówczesnej wokalistki, były dla mnie idealnym połączeniem, dlatego Nightwish zyskał moją sympatię błyskawicznie. Później zaczęłam coraz bardziej wgłębiać się w dyskografię fińskiego zespołu, odkrywając coraz to nowsze i ciekawsze brzmienia.

2. Najważniejsza piosenka
Wybór jest o dziwo dość oczywisty! Najważniejszą piosenką Nightwisha jest dla mnie cudowna ballada „Ghost Love Score”. Utwór ten wzbudza we mnie burzę emocji za każdym przesłuchaniem. To, co mnie tak w nim urzeka to przede wszystkim rozmach, rozmaitość brzmień i cudowny tekst. O „Ghost Love Score” napisałam nawet osobną notkę TUTAJ.

3. Najlepszy koncert
Myślę, że nie będzie zdziwienia gdy napiszę, że moim ulubionym koncertem Nightwisha jest „End of an Era”, który miał miejsce 21 października 2005 roku w Hartwall Areena w Helsinkach. Wymowny tytuł kryje ostatni koncert, jaki muzycy zagrali z pierwszą wokalistką – Tarją Turunen. Podoba mi się to, że kolory statywów i mikrofonów były dobrane pod kolor stroju Tarji. Niby nic, a cieszy. Zespół zagrał wtedy naprawdę wspaniały koncert, okraszony wieloma fajerwerkami, wybuchami etc. Drugiego takiego koncertu już nie będzie…

4. Marzenia związane z zespołem
Największym realnym marzeniem jest oczywiście wyjazd na ich koncert. Te mniej realne to m.in. poznanie członków zespołu, wyjechanie z nimi w trasę koncertową czy udział przy nagrywaniu płyt. Mam też jedno marzenie, które pewnie nigdy się nie spełni – powrót Tarji do zespołu.

5. Za co jestem im wdzięczna
Za ich wszystkie płyty, piosenki i koncerty. Za ich nadzwyczajność. Za miłość do muzyki. Za cudownych fanów, których dzięki nim miałam przyjemność poznać. Za to, że są i byli ze mną w najwspanialszych i najgorszych momentach mego życia.

A jakie zespół zmienił Wasze życie? Weźcie udział w akcji, jeśli ta Wam się spodobała i umieśćcie odpowiedzi do podanych wyżej punktów na swoim blogu. Następnie wybierzcie 5 blogów, które według Was powinny wziąć udział w akcji. Zachęcam wszystkich do udziału, ale blogi, które „nominuję” od siebie, to:

Podwójna natura człowieka

Pewnie myślicie, że jestem dość zwariowaną osobą. Po części oczywiście tak właśnie jest, jednak wydaję mi się, że moje „szalone ja” jest udawane i nieco wymuszone. Gdybym mogła nie robiłabym nic…
Nienawidzę ludzi, a zarazem kocham. Gdyby nie oni nie miałabym odnośnika do tego, kto jest lepszy. Może Ci skurwiele właśnie taką mają funkcję? Odnośnika? Wiem, to głupie to, co teraz piszę. Czasem mam wrażenie, że tylko ja to czytam. Wstawiam to tylko dla siebie.
Zrobię coś głupiego, poświruję, ale na co dzień jestem spokojna, można by powiedzieć, że anemiczna. Kocham to, że nic nie muszę. Mogę nic nie robić, jeśli właśnie tak mi się podoba. To daje mi wolność życia. Potrafię nawet z najmniejszych drobnostek czerpać szczęście. A co jeśli w moim życiu nie ma już nawet najmniejszych drobnostek szczęścia?
Problemem jest to, jaka jestem. Inni ludzie nie postrzegają mnie raczej pozytywnie. Jestem lesbijką i dla niektórych ludzi automatycznie staję się marginesem społecznym. Jestem ateistką i mohery już myślą, że przywołuję szatana i zjadam koty. Pofarbowałam sobie włosy na różowo i każdy myślał, że do reszty mi odjebało. Nie! Każdy człowiek ma dwoistą naturę. Nikt nie jest z góry zły lub dobry. To, że czasem zrobię coś nienormalnego nie znaczy, że robię to cały czas. Gdybym chciała to wpierdalałabym śledzie z czekoladą. Że niby nie mogę?! Kto mi zabroni? Rodzice? Nauczyciele? Zombie?
Nie można być dobrym przez cały czas. Nikt taki nie jest. Człowiek jest i dobry i zły. I miły i niemiły. Czasem mam dzień, gdy mogłabym góry przenosić, a czasem nie potrafię nawet wstać z łóżka. Charakter zależy od chwili, od danego momentu w naszym życiu, choćby w konkretnej sekundzie.
Serce cały czas bije we mnie przyspieszone ze złości, a ja nie potrafię go zatrzymać. Jestem zła i jednocześnie tak specyficznie pusta w środku. Niech coś się wydarzy. Cokolwiek…
Jestem typem samotniczki, domatora, leniucha. Zamulam, nie robię nic. Najważniejsze jest to by nie być cały czas szczęśliwym, bo jeśli człowiek jest cały czas szczęśliwym, to go to w końcu zniszczy. Trzeba mieć idealnie zrównoważone szczęście i nieszczęście. Kiedy ja zamulam i mam doła to czuję się wyzwolona. Niestety, prawda jest taka, że cały czas jestem nieszczęśliwa. Zgubiłam te drobinki szczęścia. Zaburzyłam równowagę szczęścia i nieszczęścia. Udaję szczęśliwą choć wcale taka nie jestem, ale robię to by nie przekazywać innym negatywnej energii i nie sprawiać by i oni się dołowali. Może to jakiś rodzaj zamykania się w sobie, ale moim zdaniem pożyteczny dla środowiska. A o środowisko trzeba dbać! Nie tylko to naturalne. :D
Róbcie to na co macie ochotę! To, co sprawia Wam przyjemność. Pierdolcie innych, ale nie szkodźcie sobie, a jednocześnie nie bądźcie egoistami. Szukajcie szczęścia w swoim życiu. To poszukiwanie szczęścia sprawia, że jeszcze żyję i piszę tu dla Was, a może tylko dla siebie, ale to dla kogo coś robię, nie jest istotne w gonitwie za spełnieniem. Dobre uczynki względem innych też mogą przynieść nam szczęście. Nie zapominajcie o tym nigdy. Bądźcie sobą i nie dajcie innym tego zmienić.
Mam dzisiaj urodziny, więc życzę sobie wiele komentarzy i wejść. ^^

Dlaczego ja?

Witajcie. Wydawało mi się, że w moim życiu pojawił się głupi incydent, o którym chociaż postaram się zapomnieć. Wiedziałam, że to trudne, ale żyłam nadzieją, że mi się to uda. Niestety myliłam się. Kolejny raz życie wymierzyło mi cios prosto w serce. Straciłam wszystko na czym mi zależało, co kochałam. Ból jaki czuję jest nie do opisania. Nie śpię, nie jem, nie mam nadziei. Myślę, że straciłam ją bezpowrotnie. Czuję się jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody i powiedział „Marzenia nie są dla takich ludzi jak ty. Skończ już nimi żyć. Dorośnij!” Ale ja nie chcę dorastać. Wolę być w środku małą dziewczynką, zamkniętą na cały świat. Nic już nigdy nie będzie takie samo. Nie potrafię ująć w słowa tego co czuję. Moje życie miało sens, a teraz został tylko ten okropny ból…

Wiem, że niektórych rzeczy nie da się już cofnąć, część z nich jest po prostu naturalną koleją rzeczy, ale ja nie mogę tak żyć! Po prostu nie potrafię, dlatego czuję, że moja dalsza egzystencja jest bezcelowa. Pewnie niektórzy z Was zastanawiają się teraz, co taka młoda osoba jak ja może wiedzieć o życiu. Niestety, dowiedziałam się już za dużo. Myślę, że wiele rzeczy poznałam w moim życiu za wcześnie. Miłość, nałogi, depresja, śmierć, samotność…

Sądzę, że w tym miejscu mogłabym zakończyć mój wywód. Nie sądzę by kogoś oprócz mnie to interesowało, jednak piszę, bo to mi pomaga. Nie mam komu się wygadać, przepraszam, że to Was tym zadręczam. Do zobaczenia, kiedyś.

Oh tak Marilyn, płaczmy razem, tak jest lepiej…